światło, które utraciliśmy - jill santopolo

Zamach na Word Trade Center z 11 września 2001 roku. Cały świat stanął w miejscu. I zmienił się na zawsze nie do poznania.

Chociaż wydarzyło się to tak dawno temu, a ja byłam małą, 11-letnią dziewczynką - pamiętam doskonale co wtedy robiłam. Jechaliśmy z rodzicami na zakupy, byliśmy wszyscy w samochodzie. W radiu przestała grać muzyka, ciągle słychać było wiadomości - samolot uderzył w biurowce w Nowym Jorku. I już nic nigdy nie było takie samo.

A Wy pamiętacie co robiliście tego dnia?


Akurat tak się złożyło, że dwa dni temu (dokładnie 11 września) skończyłam czytać "Światło, które utraciliśmy" Jill Santopolo i jestem do dzisiaj w totalnej rozsypce.

Ta powieść to historia miłości dwójki młodych ludzi. Miłości trudnej i niespełnionej.

Głównymi bohaterami są Lucy i Gabe, którzy poznali się właśnie w dniu ataku na Word Trade Center. Ten dzień stał się początkiem ich miłości. A katastrofa połączyła ich losy na zawsze.

Początkowo oboje studiują, cieszą się życiem. I sobą.

Jednak nie trwa to długo.

Każde z nich stara się realizować życiowo i zawodowo. Gabe zostaje fotoreporterem i podejmuje pracę na Bliskim Wschodzie. Chce z pełnym poświęceniem fotografować najbardziej niebezpieczne rejony świata, wojnę i inne wydarzenia. Wtedy wszystko się zmienia. Chłopak informuje Lucy o swojej decyzji w jednym z najważniejszych dni w jej zawodowym życiu. A dziewczyna rozsypuje się na kawałki.

Czy udało się jej pozbierać? O tym sami się przekonacie.

Mogę tylko napisać, że Lucy stara się ułożyć sobie wszystko na nowo. Poznaje Darrena, który stanowi zupełnie przeciwieństwo Gabe'a. Jest opiekuńczy, romantyczny i czarujący.

Losy głównych bohaterów wielokrotnie się jeszcze splatają, a my przez całą książkę zastanawiamy się czy będą szczęśliwi. Razem lub osobno.

Jill Santopolo porusza tym samym bardzo istotną kwestię - jak żyć dalej jeśli pozwoli się odejść  miłości swojego życia (dosłownie wypuści ją z rąk). Tej jedynej, prawdziwej. Ale to nie wszystko. Pojawia się też kwestia trafności naszych życiowych wyborów. I późniejszej, ciągłej refleksji na temat podejmowanych przez nas decyzji.

Może się Wam wydawać, że ta historia to dobrze znany banał. Ale tak nie jest. Książka jest bardzo wzruszająca, emocjonalna i pouczająca. Do głębi. Nie znajdziemy w niej żadnych szablonów. A zakończenie bardzo zaskakuje.

Podobał mi się też sposób narracji prowadzony ze strony Lucy, która  kieruje słowa do swojej dawnej, wielkiej miłości. Niemal jakbyśmy czytali jej pamiętnik. Zdecydowanie na plus dla autorki jest również to, że na początku książki przenosimy się do 2001 roku i możemy przeczytać o tragedii, która się wtedy wydarzyła i uczuciach, które towarzyszyły mieszkańcom Nowego Jorku.

"Światło, które utraciliśmy" zdecydowanie polecam, książka jest warta każdej poświęconej dla niej chwili.... pomimo tego, że często nie zgadzałam się z motywami działania bohaterów i chyba nie do końca ich polubiłam.


Światło, które utraciliśmy – Jill Santopolo (2017)
Wydawnictwo: @wydawnictwootwarte
Ocena: 8/10

P.

Komentarze

  1. Bardzo ciekawa recenzja. Chyba sięgnę niebawem po tę pozycję. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam tę książkę, jednak średnio mi się spodobała.
    Bardzo ładny blog, zaobserwowałam ;)

    Pozdrawiam
    korczireads.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że są właśnie przeróżne opinie o książce. Mam ją na półce, więc niedługo sama się przekonam czy mi się spodoba, czy nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam, bo można o niej powiedzieć, że jest "inna".

      Usuń
  4. ja wtedy byłam w szkole i dowiedziałam się po powrocie do domu.
    no opis brzmi zachęcająco :)będę na nią polowała :)
    zaczytanamona.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Super recenzja, ja jednak miałam mieszane odczucia co do głównej bohaterki, ponieważ samą książkę przeczytałam na jednym wdechu, nie mogę więc powiedzieć, że mi się nie podobała. Byłam jednak zdegustowana postępowaniem autorki na końcu książki, moim zdaniem nie miała ona szacunku dla swojego męża i niezwykle mnie to zabolało. A szkoda, chociaż no, taki był zamysł autorki.

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie
    book--shark.blogspot.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiele cudowności czytałam na temat tej książki i mam ogromną ochotę po nią sięgnąć!

    OdpowiedzUsuń
  7. Tyle dobrych słów, a ja nadal jej nie przeczytałam! Cudowna recenzja, a po książkę sięgnę na pewno :*

    zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz